czwartek, 11 czerwca 2015

Rozdział 1 "Laska z młotkiem"

Chodzę po swoim pokoju łapiąc różne rzeczy i wkładając do plecaka, który już po 10 minutach był prawie pełen. Stanęłam przed biblioteczką zerkając na książki, w końcu wybrałam kilka prostych tytułów takich jak "Greccy Bogowie według Percy'ego Jacksona", "Ostatni Olimpijczyk", "Dom Hadesa" oraz jeszcze kilka wyrywkowych tomów z serii Ricka. Zbiegłam na dół i wpakowałam kilka bułek oraz 2 butelki wody do plecaka, jeśli ten potwór mówił prawdę musiałam jak najszybciej dostać się do obozu herosów, a Long Island nie był tak blisko Florydy, a podkreślam MAM ZAMIAR PRZEŻYĆ.
Było lato więc nie musiałam sobie zawracać głowy ciepłym ubraniem więc założyłam tylko błękitne baletki idealnie pasujące do długiej i zwiewnej turkusowej tuniki oraz szortów w kwiatki.
Spojrzałam ostatni raz na dom który dzieliłam z ciotką i wyszłam. Nie ukrywam, że się bałam i to jak cholera, czytanie o epickich przygodach, a przezywanie ich samemu to dwie inne bajki.
Miałam trochę pieniędzy więc kupiłam bilet na autobus który zawiezie mnie jak najdalej na północ gdyż w tamtą stronę musiałam udać się na Long Island, oczywiście zbankrutowałam na tym bo miałam 100 dolarów, a bilet kosztował mnie aż 60.
Nie miałam innego wyjścia nie chciałam by jakieś  potwory zjadły mnie na obiad więc pozostało mi jak najszybciej dostać do CHB oczywiści mogłam się udać do bliżej leżącego Obozu Jupirera lecz jeśli bym nie była rzymianką musiała bym emigrować, a poza tym Lupa pewnie dawno by mnie znalazła... niby staryr tez ale no.... mniejsza o to bardziej ufałam grekom.
W autobusie musiałam usnąć gdyż obudziłam się dopiero w Baltimore, przetarłam zaspane oczy i wstała ze swojego miejsca, miałam dojechać do Filadelfi lecz bus stał tu już podobno dość długo. Podeszłam do kierowcy nadal lekko zaspana.
- Przepraszam czemu stoimy? Czy ten autobus nie miał być do Filadelfii?
- Owszem miał być młoda herosko - na te słowa wzrok mi się wyostrzył i zobaczyłam tego samego faceta co u mnie na osiedlu.
Pisk wyrwał się z mojego gardła, wypadłam z autobusu pełnym sprintem i wbiegłam między ludzi, strasznie się bałam.
Nie znałam tego miasta...
Biegnij.
Szybciej.
Biegnij.
Te słowa na zmianę przebiegały w mojej głowie, biegłam pomiędzy ludźmi, musiałam uciec jak najdalej od tej kreatury.
Gdy zapadał zmrok nogi mnie tak paliły, że musiałam zwolnić do marszu, poprawiłam plecak i skręciłam w jakąś boczną uliczkę. Musiałam przebiec kilkanaście kilometrów bo znalazłam się na obrzeżach miasta. Ziewnęłam i przeczesałam palcami krótkie blond włosy, byłam bardzo zmęczona, ale nie mogłam sobie na razie pozwolić na odpoczynek. Nagle usłyszałam szmer i aż podskoczyłam gdy zobaczyłam dwa cienie na murze. Przylgnęłam do niego plecami i powoli ruszyłam w tamtą stronę.
Pisk.
Piszczałam ale nie tylko ja, także czarnowłosa dziewczyna naprzeciw mnie. Gdy się uciszyłyśmy mierzyłyśmy się wzrokiem. Dziewczyna miała kruczo czarne włosy do pasa oraz prosta grzywkę, jej oczy były granatowe lecz co jakiś czas przebiegała przez nie tęcza, była blada jak ściana i wychudzona, a ubrania na niej wisiały.
- Nie jesteś kolejnym potworem prawda? - to nie był głos dziewczyny, wyciągnęłam szyję i dostrzegłam za nią chłopaka. Był złudnie podobny do dziewczyny. Na pewno byli bliźniętami.
- Nie - odparłam - Nazywam się Ellie także jestem półbogiem - zdobywam się na lekki uśmiech
- Nazywam się Mare, a on to Alex - dziewczyna wskazała swoim młotkiem na chłopaka.
Zaprowadzili mnie w milczeniu do swojego obozowiska gdzie rozpaliliśmy ogień. Nikt nie był zbyt wylewny, a Mare traktowała mnie zimno i z dystansem, gdy wreszcie jej oddech się ustatkował i zapadła w sen odważyłam się odezwać do jej brata.
- Jak się dowiedzieliście o byciu herosami?
- Pewnego dnia w domu dziecka pojawił się nowy chłopak, jak potem się okazało był satyrem - powiedział patrząc na mnie uważnie jakby oceniał czy może wyjawić mi więcej - uwolnił nas lecz sam zginął kilka dni temu gdy bronił nas przed mantikorą lecz na szczęście wcześniej nam dał wskazówki jak dostać się do CHB. A ty?
- Dzięki potworowi który ściga mnie od wczoraj - powiedziałam patrząc na trzaskający ogień - czytałam książki o herosach, lecz nigdy do głowy by mi nie przyszło, że jest to prawda...
Nastała kilku minutowa cisza przez którą mierzyliśmy się wzrokiem. Alex mógł mieć maksymalnie 15 lat, czarne włosy opadały mu na czoło. Jego oczy były tego samego odcieniu co siostry lecz były głębsze i cieplejsze.
- Ile masz lat Ellie? - zapytał niepewnie
- 14 - odpowiedziałam - a ty?
- niedawno skończyłem 15 - więc dobrze obstawiałam! - może się prześpisz? - zaproponował
- Spałam w autobusie, idź spać w razie co was obudzę - uśmiechnęłam się lekko
Alex posłuchał i ułożył się obok siostry. Gdy zasnął wsłuchałam się w noc, oczy miałam utkwione w łagodnych płomieniach, wyciągnęłam z plecaka Złodzieja Pioruna i zaczęłam czytać by określić dokładne położenie obozu...

piątek, 29 maja 2015

Prolog

Szłam skrótem do domu przez małe uliczki Marco Island. Mieszkałam tam od dziecka i znała miasto jak własną kieszeń więc teraz gdy szłam wpatrzona w książkę moje stopy same odnajdywały drogę.
Przerzucałam kartkę za kartką śledząc tekst moje krótkie blond włosy co jakiś czas wpadały mi na twarz przez powiewy ciepłego wiosennego wiatru. Pomimo, że wiedziałam iż twardo stąpam po ziemi myślami byłam gdzieś daleko, a dokładniej w Labiryncie Dedala i patrzyłam jak Percy, Ann oraz Rachel przechodzą przez  niego. Czytałam tę książkę już chyba molinowy raz kochałam historie o herosach pióra Ricka Riordana, a gdy je czytałam zatracałam się w nich całkowicie nic nie było w stanie mnie od nich oderwać aż do ostatniej strony.
Nagły podmuch lodowatego wiatru wyrwał mnie z zamyślenia. "Strona 231 pamiętaj" upomniałam się w myślach  zamknęłam książkę. Stanęłam. Cofnęłam się 5 kroków. Lodowaty wiatr dochodził z ciemnej uliczki, była bardzo wąska z rynn pomimo pięknej pogody kapały krople wody były tam także balkony pomiędzy którymi zostały przewieszone linki na pranie tak jak to robiono dawno temu, nawet w niektórych miejscach nadal wisiały jakieś koszule. Pomimo tego, że zdrowy rozsądek na nakazywał mi ruszyć znanym szlakiem nogi same ponosiły mnie w mrok.  Przycisnęłam książkę do piersi i nasłuchiwałam. 
Odskoczyłam tak szybko, ze wpadłam z impetem na ścianę.
- To tyko szczur - odetchnęłam z ulgą widząc stworzonko lekko popiskujące przy śmietniku.
Przeczesałam palcami włosy i ruszyłam dalej. Bałam się, bogowie tak się bałam, co chwila odskakiwałam lub zatrzymywałam się słysząc jakiś szelest. Gdy nagle wielki cień przeleciał mi nad głową usiłowałam sobie wmówić, że to tylko jakiś ptak. Niestety myliłam się... Przede mną jak znikąd pojawił się mężczyzna w czarnym garniturze, oczy przysłaniały mu przeciw słoneczne okulary, a lekko kręcone brązowe włosy opadały na twarz, ruszył w moją stronę. Chociażbym nie wiem jak chciała się poruszyć nie mogłam, moje nogi były jak z ołowiu.
- Witaj - jego głos brzmiał jak syknięcie węża - dziwi mnie, że tak mądra półbogini dała złapać się w pułapkę - serce biło mi tak mocno ze strachu, że byłam pewna iż to słyszy.
Nagle zmienił swoje oblicze i prawie dostałam zawału, on nie był człowiekiem... zamiast nóg miał węży ogon, ślepia jak u gadów i język przecięty na pół. Niewiele myśląc puściłam się pędem w znane mi doskonale strony lecz potwór nie chciał zgubić swojej ofiary i podążył za mną. Poczułam się jak mała szara myszka którą gonił kot lub wąż których na Florydzie aż się roiło. 
Nie byłam dobrą biegaczką wolałam czytać więc ścięgna już po 15 minutach zaczęły mi płonąć, ale nie zwalniałam adrenalina w moim ciele pozwalała mi biec dalej cały czas słyszałam jego syczenie za sobą i zdawało mi się, że jest coraz bliżej. Dostrzegłam znajomą mi ulice Wintergreen Ct czyli już tylko jedna przecznica dzieliła mnie od domu.
Nie było sąsiadów, ale jak mieli by być o tej porze?! Była dopiero 12, a wszyscy pracowali. Gdy wpadałam w zakręt na ulice Greenbrier St prawie się nie wywróciłam
Stanęłam przed domem nr. 56 i zaczęłam przeglądać klucze co chwile oglądając się gdzie jest łowca. Widziałam go, sunął w moją stronę jakby kosztując się każdą sekunda mojego strachu. W końcu odnalazłam właściwy klucz i szybko wsunęłam do zamka. Wpadłam do domu i w ostatniej chwili zatrzasnęłam drzwi na klucz. Cała drżałam, osunęłam się na kolana opierając plecy o drzwi. Słowo jakim minie określił nadal dźwięczało mi w uszach i dopiero teraz zdałam sobie sprawę o co chodziło z "półbogini"... czyżbym była herosem?
Nie to nie możliwe przecież świat opisany przez Ricka to tylko świetna książka fantasy...